Dzikie Pole

Znam pewne Dzikie Pole. Kiedyś było plantacją truskawek. W tym roku byłoby doskonałą plantacją tzw. chwastów, czyli moją kopalnią skarbów. Byłoby, gdyby nie susza. Najpierw wypaliła truskawki, nim zdążyłam poczuć ich smak, potem zasuszyła pokrzywy i bluszczyk. Tylko skrzyp i krwawnik pozostały niewzruszone.

Na połowie Dzikiego Pola zasiano w tym roku zboże – właściciele uznali, że zeszłoroczna plantacja truskawek była zbyt zachwaszczona i już nieurodzajna. Na szczęście połowę plantacji pozostawiono. Nie podlewano jednak i truskawkami w tym roku można było się cieszyć tylko przez moment. No i nie były to wystrzałowe okazy. Sezon prędko zakończono i cała plantacja została skoszona. A wraz z nią – one: chwasty!

 

pokrzywa
Świeża pokrzywa, gdy kwitnie już nawłoć? Super!

 

Z racji, że przez kilka dni naprawdę porządnie padało, cieszyłam się myślą o tym, jak tam wybujało na Dzikim Polu odrastające po ścięciu zielsko. Wczoraj siadłam na rower i ruszyłam, po raz kolejny upewniając się, że w upał łatwiej poruszać się na nim niż na nogach. Nawet jeżeli coś ewidentnie jest nie tak z tylnym kołem. Jak się okazało to „nie tak”, było pękniętą szprychą i totalną ósemką, działającą jakby ktoś non stop naciskał hamulec. Wróciłam z wyprawy wykończona. Ale jaka usatysfakcjonowana!

 

szczaw kędzierzawy
Szczaw kędzierzawy – na zupę i dla zdrowia!

 

Na zbiory się nie nastawiałam, bo wiedziałam, że jak już dopedałuję do miasta, udam się prosto do warsztatu,  z którego – jeżeli szczęście mi dopisze – będę wracać do domu pieszo. Zielsko by zwiędło. Obadałam jednak zasoby. Część znalezisk na obrazkach. Wielu nie ma, bo zdjęcia robione w oślepiającym słońcu nie wyszły najlepiej. Ale mam te rośliny w pamięci i nie zawaham się przed wyprawą na nie, gdy odzyskam sprawny rower!

 

ślaz zan
Ślaz zaniedbany? No nie wiem, czy zaniedbany, wiem, że zdrowy!

 

Wyprawiając się wczoraj na Dzikie Pole, szczególnie chciałam zbadać, jak się ma wrotycz. Z wrotyczu w zeszłym roku sporządziłam nieco octu wedle przepisu jednej z moich ulubionych wiedźm. Nie ma ona jednak swej strony i mogę wskazać tylko fejsowe wskazówki wyjaśniające do czego mi ocet wrotyczowy i jak go łatwo zrobić: KLIK! KLIK!

Wrotycz kwitnie bujnie i jak wszystko w tym roku – za wcześnie. Ale jest go na Dzikim Polu nieco mniej niż rok temu, zresztą podobnie jak innych ziół. I wpływ na to ma zarówno susza, jak i środki chemiczne, których zapewne nie pożałowano zbożu. W zeszłym roku Dzikie Pole było naprawdę godne tej nazwy, plantacja truskawek, zupełnie niechroniona, hojnie gościła masę dzikich roślin. W tym roku jest ich mniej, niemniej dają do myślenia i tak:

 

pięciornik
Pięciornik na pewno… ale jaki? To robi pewną różnicę…

 

pięciornik rozłogowy
… rozłogowego, który jest widoczny tutaj, nie używa się leczniczo…

 

Podsumowując – wyprawa na Dzikie Pole zawsze jest udana, z wielu względów, nie wszystkie tu pokazałam. Tym razem odbyła się w porze najbardziej upalnej, zatem było wyjątkowo cicho i pusto. Mądry zwierzyniec chowa się przed upałem.

Za to mniej roztropna baba pedałuje, choć rower ewidentnie daje znać, że nie chce, praży łeb w kasku tak, że potem musi cucić się przez godzinę i upewnia się po raz fyfsetny, że największe bogactwo i tak rośnie po rowach. Przetrwanie reszty dnia gwarantuje jedynie wyprawa nad jezioro.

Lato jest cudowne!

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: