Wrotyczowe love w dzień zaćmienia

Jest taka grupa na fejsie, co się tak właśnie zwie. Każdy chętny może tam znaleźć morze wiedzy na temat tego cuda, którego podobno boi się Unia Europejska, jak głoszą nety. Nety netami, ja uwielbiam wrotycz i uwielbiam wrotyczowy ocet, który w najbardziej zimne i ciemne dni pozwala mi się przenieść na letnią łąkę.

Każdy, kto jest ciekaw morza wiedzy grupy wrotyczomaniaków, może jej szukać tu: KLIK! Ja nikogo nadmiarem wiedzy nie zaleję, robię tylko ocet.

Nie jest trudno zebrać wrotycz. Łatwo go rozpoznać, łatwo znaleźć i jeszcze łatwiej zebrać – wrotycz łamie się szybko – i już! – można dołożyć go do wonnej miotły. To pokaźne zielsko, więc składa się na miotłę, nie na bukiecik.

Jeżeli coś sprawia mi problem w rwaniu wrotyczu, to jedynie pszczółki na wypasie. Nie mam sumienia zerwać rośliny, na której ktoś właśnie wcina obiad (zwykle w porze obiadowej ruszam na zielskobranie). W ten sposób zbiory nieco się przedłużają. Pszczoły kochają wrotycz, choć inne, te mniej przez nas lubiane owady, wręcz przeciwnie.

 

 

Mój wrotycz zebrałam wczoraj, w dzień, który miał się zakończyć niezwykłą pełnią. Krwawą, z zaćmieniem. Całą moc tej niezwykłości wykrzykiwano ze wszech stron i nawet my, którzy nie mamy TV i nie słuchamy radia, nie mogliśmy nie dostrzec całej machiny promocyjnej tej pełni, bo przecież nawet fejs krzyczał.

Ja śledzę cykl Księżyca regularnie (bo jestem tu: KLIK!), zatem bym nie przeoczyła, nawet bez medialnego szumu. Zwykle sformułowanie „szum medialny” źle się kojarzy. W takich okolicznościach postrzegam je jednak z sympatią. Jak miło, że integruje się ludzi w celu, by spojrzeć w niebo, w ten oczywisty Księżyc, który tego dnia jest mniej oczywisty. Przecież wszystkie robocze i przyziemne mrówki tak rzadko patrzą w niebo. Wczoraj tyle osób uniosło głowy. I może te głowy wypełniły myśli mniej codzienne. Może świat przez ten czas stał się lepszy?

Jak na złość, pełnia tak szczególna, jedyna taka na stulecie, przez długi czas była u nas zakryta chmurami. Biegając więc od okna do balkonu, zaczęłam przygotowywać się do wrotyczowej roboty, bo naprawdę było co robić:

 

IMG_20180727_153302.jpg

 

Z wrotyczu wykorzystujemy ziele i kwiaty, zatem cały ten snop (plus to, co dołożyłam do niego w drodze powrotnej z Dzikiego Pola), był do wykorzystania. Trzeba było obrać łodygi z liści i kwiecia, a to nie jest trudne, ale dość żmudne.

Ale nie tym razem. Bo ja ciągle wypatrywałam tej Pełni nad Pełnie i odrywałam się od skubania wrotyczu. No i wreszcie wypatrzyłam! Widok tak niesamowity, ze w pierwszym momencie zgłupiałam, a potem, w tym radosnym ogłupieniu, pobiegłam po rodzinę, nawet jeżeli to miało oznaczać zbudzenie niektórych. Tych w dalszym zasięgu obdzwoniłam, by powiedzieć, że już, że widać i tak, wyjdźcie na dwór.

To zaćmienie nieco trwało, a ja, to medytując sobie w samotności, to unosząc się w towarzystwie, oskubałam całe wrotyczowe żniwo:

IMG_20180727_235346

Niezwykłość pełni jeszcze trwała, gdy zaczęłam je siekać i odmierzać do kubka:

edytowane

Teraz potrzebny był jeszcze ocet, zwykły, spirytusowy ocet, którym zalewamy zielsko w proporcjach 1:2 (jedna część zielska, dwie części octu – u mnie: jeden kubek zielska, dwa kubki octu):

IMG_20180727_235538

Widoczne na fotce piwo nie jest potrzebne do zrobienia octu wrotyczowego, ale niewątpliwie ułatwia sprostanie zajęciu, które trwa parę godzin. Czyni też medytację przy pełni bardziej uduchowioną. A serio, to bardzo dobre piwo – naturalne piwo grodziskie o smaku dzikiego bzu.

Efekt pracy?

W nocy:

IMG_20180728_011656

Za dnia:

IMG_20180728_100135

Fotka za dnia, tylko na potrzeby ekspozycji w tym wpisie, pokazuje to, czego z octem czynić nie należy: wystawienie na światło słoneczne.

Ocet od światła słonecznego chronimy. Wstawiamy w ciemne miejsce i dajemy wrotyczowi działać. Przez dwa tygodnie. Ja dam mu nawet trzy.

A po co mi ten ocet? Tu można przeczytać głosy Wiedzących, do czego da się tego octu użyć: KLIK! i KLIK!

Ja płuczę w nim włosy, swoje i dzieci, po umyciu sodą. Stwarzam nieprzyjazne środowisko dla pewnych żyjątek, które lubią żyć we włosach ludzkich i kochają szkoły, do których uczęszczają moje dzieci i w której uczę ja.

A spłukując… przenoszę się na letnie łąki. Nawet w najbardziej zimne i ciemne dni.

Dlatego zawsze będę rwać wrotycz.

P.S. Wrotycz to ziele magiczne! To nim zagwarantował wieczne życie Ganimedesowi Zeus (KLIK!). Zeus był w Ganimedesie zakochany, ale wiedźmy twierdzą, że dzięki wrotyczowi, można się raczej odkochać albo wręcz zniknąć: KLIK!

P.S.2 Nawet skrajnych racjonalistów zachęcałabym do kliknięcia w te linki. Sporo tam wiedzy.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: