Na bagna po czarcie żebro

Na czarcie żebro, czyli ostrożeń warzywny, nabrałam ochoty po spotkaniu z Natalią: KLIK! Podejrzewałam, że wiem, gdzie ten cud wytropić. I udało się, choć trzeba było pokonać nieco trudności.

Znam pewną dolinę rzeki. Odkryłam ją dzięki tragicznej w skutkach nawałnicy, która zupełnie zniszczyła las, w którym zawsze bywałam z dziećmi. Nie potrafię funkcjonować na dłuższą metę bez lasu. Trzeba było znaleźć taki, który przetrwał. I tak trafiłam na las, przez który płynie rzeka.

Jej dolina, której urody zupełnie nie oddaje fotka powyżej, jest podmokła, zabagniona i częściowo porośnięta olchami. Zupełnie, jak miejsce, w którym poznałam po raz pierwszy ostrożeń warzywny.

Wiedziałam, że po Floraliach, moja kolejna wizyta w tej dolinie, będzie nastawiona na łowy. I na pierwszy cel wzięłam czarcie żebro.

Dzień był niezwykle upalny i jazda mym świeżo naprawionym rowerem dała mi nieco w kość, mimo że sprzęt tym razem mknął bez zarzutu. Las, jeszcze w zeszłym tygodniu tak mokry i pełen kałuż, tym razem był suchy jak pieprz i piaszczysty jak wydmy, zatem dość ciężko się pedałowało.

Niemniej w końcu dotarłam do obiecującej łąki.

Na początku czekało mnie przykre rozczarowanie. To, co najbardziej pokaźne, nie okazało się ostrożniem, tylko ostem kędzierzawym:

 

oset

 

Owszem, ma i oset wiele właściwości dobroczynnych, ale czy kędzierzawy konkretnie? Tego nie wiem, więc nie eksperymentuję.

Nieco rozczarowana rozglądałam się wokół i dostrzegłam bardzo obiecujący widok:

 

IMG_20180726_143723

 

Podążyłam ku obiecującej kępie i po chwili pławiłam się w szczęściu:

 

 

Tak, tym razem to były one! Pokaźna kępa wybujałego zielska była niewątpliwie tym, na co liczyłam. Pozostało tylko czarcie żebro rwać!

Nie rwałam, tylko ucinałam, nie lubię szarpać roślin. Choć może, gdybym poszarpała, szybciej bym przepłoszyła mieszkańców moich zdobyczy. Nie przepadam za szczypawicami i widok kilku tłustych skorków wyłażących zza liści dzierżonych w ręce ostrożni, nieco mnie wystudził w entuzjazmie. Czym prędzej umieściłam floro-faunią zdobycz na bagażniku roweru, by wytrząsnąć ją nieco po drodze. W finale wyprawy, już prawie pod samym domem, złapał mnie deszcz i zielsko mi się pomoczyło. Tego nie planowałam.

Inne nieplanowane aspekty wyprawy były miłe. Choć na łące spędziłam naprawdę chwilę, odkryłam na niej jeszcze sadziec konopiasty:

 

 

Pokazał się też pięciornik, tym razem gęsi:

 

 

Mignęła mi też przecudnej urody gwiazdnica, być może gajowa:

 

gwiazdnica gajowa

 

Tym razem rozpoznałam ślaz zaniedbany:

 

ślaz zaniedbany

 

A że to i tak nie wszystko, co odkryłam na bardzo malutkim kawałku podmokłej łąki, niewątpliwie wrócę tam po więcej.

Póki co, mam swój ostrożeń:

ostrożeń warzywny

Wysycha. Niebawem zamierzam się w nim wykąpać, bo na jedzenie jakoś się nie nastawiałam, choć można. Ogólnie mnóstwo rzeczy można z tym czarcim żebrem zrobić: KLIK!

Ale ja się w nim wykąpię. O kąpielach w ostrożniu można w netach czytać latami.

Liczę, że za jakiś czas pojawią się i moje wrażenia.

Na finał, tylko dla dekoracji, krwawnica pospolita z bagna. Nie służy do niczego. Jest piękna i karmi zapylacze:

 

posplita

Jedna myśl na temat “Na bagna po czarcie żebro

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: