Bujna Zielna

15 sierpnia to jedyny dzień, w którym daję sobie przyzwolenie na rwanie ziół ot tak, dla urody. Nie mam potrzeby, by taszczyć je do kościoła na święcenie. One same w sobie są świętem – bujność i obfitość zebranego snopu jest dowodem na hojność Natury. Nawet, jeżeli działania człowieka, czynią jej tak wbrew, że klimat wariuje i wszelką roślinność katuje wielomiesięczna susza.

Kiedyś na fejsie miałam zdjęcie profilowe z bukietem, zrobione właśnie w Zielną. Zebrałam go w jakieś dwadzieścia minut, spacerując po Dzikim Polu. A moje dzieci zebrały nie mniej obfity własny bukiet. Roślin była cała moc.

W tym roku na taką bioróżnorodność i urodzaj ziela nie ma szans. Susza. Po swój symboliczny bukiet postanowiłam zatem nie udawać się w konkretne miejsce, a rwać go „po drodze”.

Jak postanowiłam, tak uczyniłam:

IMG_20180815_151206_2

Jak widać, zebrało się całkiem sporo, a przecież nie zerwałam wszystkiego, co spotkałam. Te rośliny, które były nieliczne, pozostawiałam. Cięłam tylko to, czego była naprawdę pełna moc.

No i zebrała się Moc!

Nie będę przedstawiać już składającego się na mój bukiet wrotyczu. O nawłoci też osobno napiszę. Taki mam plan.

A inne składniki mojego bukietu na Zielną?

Zacznę od tej, którą pominęłam, bo choć przecudnej urody, stanowczo za mało jej było, by marnować ich potencjał siewny. Oto lnica pospolita:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Czego jeszcze nie umieściłam w mym bukiecie? Efektownej wyki ptasiej, którą jak twierdzi Łukasz Łuczaj, można jeść:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Nie zerwałam też stanowczo za mało licznego, a cennego bodziszka łąkowego:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Również trujący jaskier ostry został oszczędzony. Stanowczo za mało licznie występował na zwiedzanych przeze mnie rowach:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

No to co znalazło się w moim bukiecie prócz żółtych nawłoci i wrotyczu? Niesfotografowana, a liczna… i beznadziejnie szybko więdnąca cykoria podróżnik. Na nic woda, zerwana cykoria, to kwiat skazany na szybką śmierć. Można ją wykorzystać zielarsko. Ale – nie oszukujmy się – ja nie miałam takiego zamiaru. I już wiem, że więcej cykorii rwać nie będę, ot tak. Bo żal tego uroczego cuda:

IMG_20180725_144605

Co jeszcze trafiło do mego bukietu?

Koniczyna polna, której coś poskąpiłam fotek indywidualnych, choć była bardzo dorodna.

Dwa bliźniaczo podobne żółte kwiatki: goryczel jastrzębcowaty i prosiecznik szorstki. Nie wiem, czy kiedykolwiek nauczę się je rozróżniać, nie dotykając. Co ciekawe, to goryczel, a nie szorstki z nazwy prosiecznik, ma ostre włoski pokrywające łodygę. Jego też liście do najmilszych w dotyku nie należą:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Oto nagi najczęściej prosiecznik:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jak je odróżnić bez dotykania? Na szczęście to nie jest kwestia, która spędzałaby mi sen z powiek, bo obydwa astrowate służą li tylko zdobieniu świata i zapylaczom. Zielarskiego pożytku z nich nie ma.

Za to kiełki lucerny siewnej wcinałam już nieraz! Bez wielkiego entuzjazmu, bo smakują mi mniej niż inne. Za to syn je bardzo lubi i trzeba mu o tej sympatii przypomnieć, zwłaszcza uświadamiając, jak pięknie wygląda lucerna w pełni rozkwitu. A że kwitła bujnie, była niesamowicie efektowną ozdobą mojego bukietu:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W mój bukiet wsadziłam też sporo urokliwej i delikatnej rzepichy leśnej. Niestety, jej fotki w naturze wyszły tak dennie, że pozostało tylko sfotografować ją już na miejscu, w domu:

IMG_20180817_225959-EFFECTS

Znienawidzone przez rolników ziele, jest tak ulotnie i eterycznie piękne, że zupełnie przesłoniło mi drugi plan, co widać na załączonym obrazku – tak bajzel powinien bić po oczach, a ja skupiłam się tylko na kwiatku.

Od Zielnej minęły już trzy pełne dni. Bukiet umiera powoli i ta woń rozkładu upewnia mnie po raz fyfsetny, że nie leży mi rwanie zielska tylko po to, by wsadzić je do wazonu.

To nie moje.

Moja orgia na Zielną była chęcią uczczenia obfitości i hojności tego pozornie wysuszonego Lata. Zielsko na bukiet rwałam w rowów, przy drodze ruchliwej na tyle, że ziół do celów użytkowych stamtąd nie odważyłabym się brać.

Przepyszny bukiet jednak umiera, jego uroda przemija, jak lato, które stało się niepostrzeżenie latem sierpniowym.

Na szczęście lato powróci.

A bukiet? Nie cisnę go w kosz, tylko rozsypię po ziemi. Nie do końca przepadnie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: