Sabat Mabon

Równonoc jesienna powinna być czasem zgody i harmonii, momentem na złapanie równowagi. Niemniej łatwiej o tę równowagę, gdy nie trzeba stanąć twarzą w twarz z deszczowym, jesiennym dniem. Łatwiej było, gdy nastawiałam się na nieuchronne w ostatnim dniu tego niebotycznie hojnego lata.

Lata wykorzystanego do ostatniej chwili. Na 100%. Gdy upał powalał domowników na leżanki przy zaciągniętych roletach, ja pedałowałam po zielsko, świadoma, że później ochłodzę się w jeziorze.

Równowaga, spełnienie?

Nie, to była euforia.

IMG_20180817_195005-EFFECTS

Nie można przeżyć życia w euforii?

No nie można. To w końcu wypala.

A ja mam zamiar się nie wypalić. Płonąć spokojnie na długo – taki jest plan.

Dlatego w Sabat Mabon, gdy natura dała znać jasno, że lato się skończyło i dmuchnęła zimnym wiatrem, podszytym tak potrzebnym Ziemi deszczem, ja inicjuję ziołowe wspominki, patrząc śmiało w czas ciemności: przetrwam to i będzie dobrze.

Tymczasem zlałam krwawnikowe wino. Odrobinę skosztowałam. Gorzkie. No ale w końcu miało być lekarstwem, nie przyjemnością. Nie dla euforii je nastawiałam. Dla harmonii.

Błogosławione Mabon. Niech się święci.

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: